Wielka Sobota i prowincja Quezon

O Wielkim Tygodniu pisałem już tutaj, ale pozostawiłem zwyczaje Wielkiej Soboty do opisania w osobnym wpisie. Warto też wspomnieć o przygotowaniach do tego wydarzenia.

IMG_7852
Przygotowania

Rodzina ojca Francisa z obu stron posiada parę takich karoc. Kuzyn o. Francisa zapoznał mnie z ich historią. Ponarzekał też na bylejakość karoc, tanie ubrania większości figur, sztuczne kwiaty, tandetę…Z drugiej strony sam będąc człowiekiem dość dobrze ustawionym może sobie pozwolić na zakup ręcznie haftowanych strojów dla figur. Te zakupione dla figury NMP miały wartość kilku tysięcy euro. Figura NMP sama w sobie ma za sobą ciekawą historię. Liczy sobie już ponad sto lat i w czasie okupacji japońskiej, ukrywano ją w górach, żeby nie pozwolić Japończykom na jej zniszczenie. Historia o ewakuacji tej figury pod osłoną nocy, na plecach dziadka o. Francisa, jest bardzo żywa w jego rodzinie.

Figura ma dwa rodzaje kosztowych strojów. Jeden na czas żałoby w Wielki Piątek i jeden na wieczór Wigilii Paschalnej. Na Filipinach jest pewna ciekawa tradycja zwana Salubong – spotkanie. W dzień Wigilii Paschalnej figury zmartwychwstałego Chrystusa i Maryi, wyruszają z różnych punktów miasta i spotykają się w pewnym momencie. W Orion odbywa się to pod baldachimem, na którym podwieszony jest anioł –  a raczej dziecko grające rolę anioła. Dzień wcześniej odbywa się konkurs na „anioła”, gdzie dzieci rywalizują o tę zaszczytną rolę oceniane przez lokalne jury.

IMG_7899
Konkurs na „anioła”. Dziecko podciągane jest na szczyt baldachimu na małym krzesełku. Maryja i Chrystus spotykają się pod baldachimem, a mały aniołem śpiewa im radosne Alleluja

Po uroczystym spotkaniu, Maryja i Chrystus ruszają ulicami Orion, a trasa kończy się na dziedzińcu kościoła.

Quezon

Quezon to nazwisko prezydenta Filipin czasów wojny, ale również nazwa jednej z prowincji (nie mylić z Quezon City, częścią obszary metropolitalnego Manili). Znajduję się na południu Filipin i jest wyjątkowo malownicza. Zostaliśmy tam zaproszeni przez Tite Domagale (jej mąż był pół-Polakiem, pół-Niemcem), która posiadała spory skrawek ziemi i dom nad morzem na wyspie Pagbilao.

DSC04631
Gospodyni i dwa litrowe San Miguele 

Mąż Tity, był biznesmenem z niejakimi sukcesami i zostawił jej spory majątek. Sama Tita w latach 60 odwiedziła z mężem Polskę, przynajmniej Warszawę i Wrocław. Jej mąż był fanem piwa i szachów i w dawnych czasach w jej domu zawsze był jego spory zapas. Ponieważ mąż tity nie żył już od paru lat, więc po piwo po paru-kilometrowych wertepach fatygował się kierowca tity.

IMG_1417
Plaża pod domem Tity

W domu tity na plaży, nie było zasięgu telefonów komórkowych, internetu etc. Nadajniki telefonii regularnie niszczyła operująca w okolicy partyzantka marksistowska – New People’s Army. Nie przeszkadzało to jednak za nadto. W zamian mieliśmy wspaniałą pogodę, dobre jedzenie, ciekawe historie do wysłuchania, no i oczywiście plażę.

IMG_7940
Lokalna dzieciarnia z olbrzymią meduzą

U tity było fajnie, ale po dwóch dniach wróciliśmy z powrotem do Manili. Stąd razem z przyjacielem o. Francisa o ksywie Do, ruszyliśmy znów do prowincji Quezon, tym razem na wyspę Alabat.

IMG_7950
Tradycyjny filipiński dom w drodze do Alabat

Po drodze napotkaliśmy parę ciekawych przykładów starej filipińskiej architektury, która powoli znika z krajobrazu Filipin. Część popada w ruinę, część jest wyburzana, część rozebrana i przeniesiona do skansenów takich jak Las Casas Filipinas de Acuzar na Bataan. O ile można powiedzieć, że w Las Casas są w jakiś sposób uratowane, to z drugiej, nie da się ukryć, że filipińskie miasta i wsie zostają w jakiś sposób ogołocone  własnej przeszłości i dziedzictwa. Trudno to zjawisko ocenić, dość powiedzieć, ze dziś Las Casas ma już wielkość małego miasteczka i używane jest zarówno jako miejsce wypoczynku, ale też również jako np. plan filmowy dla filipińskich filmów historycznych. (np. Generał Luna – polecam). Całość robi wrażenie, choć czuć miejscami trochę sztuczności:

 

Do miał na wyspie Alabat mały przyjemny domek letniskowy, nad samym morzem, z dostępem do mniejszych i większych łódek. Można było popływać, a wieczorem czekało nas nieodzowne karaoke. Miałem okazję podpić lokalnego bimbru robionego z kokosa, który ostro dawał po łbie. Produkowali go miejscowi specjaliści z ojcem Do na czele.

IMG_7951
W drodze do Alabat, oczekiwanie na prom
IMG_7979
Ja trudziłem się sam…
IMG_1451
Do zatrudnił sobie wioślarza…

Na drugi dzień wybraliśmy się przyjrzeć się lokalnym plażom i wysepkom. Zdecydowanie najciekawsza była wyspa wulkaniczna z niewielką latarnią morską.

IMG_1480IMG_8024

Z mozołem, ale wspiąłem się na tę wyspę. Ewakuowaliśmy się, gdy nasi nieletni przewodnicy natknęli się na spore ilości zamieszkujących ją węży. Warto wspomnieć przy tym o filipińskim słońcu. W kwietniu temperatury sięgają blisko 40 stopni. W południe przed słońcem chronią się nawet zahartowani w nim Filipińczycy, a jeśli już muszą wyjść dobrze się okrywają.

IMG_8019

Starałem się dobrze okryć, ale niestety. Czasami podwijały mi się spodenki i wieczorem odkryłem, jak boleśnie potrafi się skończyć takie zaniedbanie. Zaraz nad oboma kolanami pojawiły się dwudziestocentymetrowej wielkości bąble. Długo się to goiły i nie powiem, bolało. Poza tym czerwony bylem jak krewetka.

IMG_8006
Sea urchins – jeżowce

Humor poprawiła mi wyborna kuchnia. Sashimi – czyli surowe mięso, ze złapanego w okolicy tuńczyka. Za takie frykasy płaci się krocie w japońskich restauracjach. Tutaj, świeżo złapany tuńczyk, kosztował grosze. Podobnie jak jeżowce, z których pochodzi japońskiej uni – czyli szafranowo-złota ikra jeżowców, podobna uznawana za delikates. Wszystko to wyczarował ojciec Do, który znał lokalnych rybaków i wiedział jak obchodzić się z rybami. Jak dla mnie królowało sashimi i bimber z kokosa. Zostałem na odjazd obdarowany pięcioma litrami tego specyfiku! Nie wiem jak ja to miałem wziąć do samolotu… skończyło się na tym, że część wypiłem w Manili, a resztę zostawiłem gospodarzom z zakonu o. Francisa.

Po powrocie z Quezon udaliśmy się na wyspę Bohol.

IMG_7902
Orion, rodzina o. Francisa

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s