Szwecja i Niemcy – wspomnień czar

Będąc młodszy pogrywałem w piłkę w lokalnym klubie – Pogoni Prabuty. Miłość do piłki pozostała we mnie na zawsze i dzięki futbolowi poznałem masę przyjaciół. Mój najlepszy przyjaciel – Tomek – to kumpel z boiska, wielu innych znajomych poznałem też właśnie dzięki piłce. Swego czasu jadąc na mecz derbowy, jeszcze za czasów bycia młodzikiem, ja i koledzy dopingowaliśmy się nawzajem w autokarze, wyzywając przeciwników od różnych i obiecując sobie zwycięstwo za wszelką cenę. Nasz trener – Piotr Tatara, powiedział nam wtedy ważną rzecz: „Po co chcecie sobie robić wrogów? Ja wszędzie, gdzie tu w okolicy nie pojadę mam przyjaciół i to właśnie dzięki piłce. Nie szukajcie sobie wrogów grając w piłkę. Szukajcie przyjaciół”. Tę mądrą maksymę wziąłem sobie do serca.

537318_1471547059737473_812340000_n
Chłopaki z Prabut w Szwecji. Almeboda Sparbank Cup 2000

Na przełomie wieków, moje miasteczko wysyłało rokrocznie drużynę chłopców na turniej piłkarski U12 w szwedzkiej Almebodzie. Miałem okazję wziąć udział w turniejach w 2000 i 2001. W tym samym czasie jeździło się też na turniej do Niemiec – rozgrywany w Altentreptow. Wyjazd na te turnieje był dla mnie pierwszą zagraniczną wycieczką i niesamowitym wspomnieniem. Przepaść ekonomiczna dzieląca nas i Szwedów w roku 2000 była niesamowita. Pamiętam szwedzkich chłopców śmiejących się z naszych starych znoszonych strojów (mamy musiały przed turniejem cerować co niektóre getry!) i starych szmacianych korkotrampek. Z 14 zawodników w naszej drużynie tylko 3 miało wtedy typowe skórzane korki. Tymczasem Szwedzi wyekwipowani byli w najnowsze stroje znanych marek takich jak Puma czy Adidas (śmieli się z naszych koszulek lokalnego producenta – PJsport), najnowsze korki, które w Polsce kosztowały wtedy paręset złotych i ogółem tryskali pewnością siebie.

1398954_1471547129737466_1537994162_o
Pogoń Prabuty, Almeboda Sparbank Cup 2000

Głupie śmiechy milkły po meczach. Fazę grupową skończyliśmy trzema zwycięstwami po 1:0. Ponieważ z każdej z czterech grup wychodziła jedna drużyna, na drugi dzień czekał nas półfinał. Szwedzi w międzyczasie organizowali nam wypoczynek – spływ kajakowy, minigolf, aquapark…Wszystko w okolicy niewielkiego miasteczka. Zachwycało nas to bogactwo, przerażały ceny. Dzisiaj różnice, choć wciąż są, są dużo mniejsze. Niewiele natomiast zmieniło się w kwestii świadomości ekologicznej. Pamiętam krystalicznie czystą rzekę po której mieliśmy spływ. Parę lat później w ramach sprzątania świata zbieraliśmy śmieci w rzece Liwie w okolicy Kwidzyna. Zebraliśmy parenaścię wielkich worów śmieci na odcinku kilometra rzeki.

Półfinał przegraliśmy, również 1:0, tracąc gola w ostatniej minucie. W meczu o trzecie miejsce udało się jednak wygrać…znów 1:0. 3. miejsce było całkiem niezłym wynikiem. Jedno co zapadło mi w pamięci to klopsy, którymi karmili nas Szwedzi. Nie pamiętam by uraczyli nas czymś innym. Pomiędzy meczami mieszkaliśmy w środku lasu, w małej wiosce Vebodzie, w której poza nami nikogo nie było. W okolicy znajdowało się piękne jezioro, a prawdziwki osiągały tu oszałamiające rozmiary, prawdopodobnie dlatego, że Szwedzi nie są fanami grzybobrania.

Rok później,  w Niemczech, graliśmy w podobnym turniej zajmując 4.miejsce. 2001 rok był rokiem sukcesów Małysza, więc z młodymi Niemcami, łamanym angielskim albo przez tłumacza, kłóciliśmy się kto jest lepszy – Schmidt czy Małysz. Doszło też do małego incydentu. Niemcy śmiali się z nas albo tak nam sie przynajmniej wydawało. Mówili po niemiecku, patrzyli na nas i śmiali się…Ruszyliśmy na nich, a ci zabarykadowali się w szatni. Odkryliśmy, że ich szatnia dzieli łazienkę z szatnią sąsiednią i wyglądało na to, że już po Niemcach. Jedni robili dywersję przy drzwiach głównych, robiąc hałas, gdy drudzy mieli wpaść do szatni przez łazienkę. Szczęśliwie zjawił się trener Tatara i opierniczył nas tak, że odechciało nam się takich numerów.

1898013_1541724409386404_1012938733_n
W drodze do Szwecji, 2001

Rok później po raz kolejny zostałem wybrany do drużyny jadącej do Szwecji. 10 godzin na promie z Gdyni do Karlskrony spędziliśmy latając po statku, grając w jednorękiego bandytę i biorąc udział w grach organizowanych przez załogę statku, odpowiedzialną za rozrywkę dla dzieciarni. Niektórym się poszczęściło i wygrali paręset koron na tych automatach, ale jeden z nas przegrał na nich calutką kasę. Potem ktoś kazał załodze gonić dzieciaki od tych maszyn. To były czasy, gdzie dzieciak mógł wejść do wolnocłowego i kupić alkohol i nikt nie pytał o dowód. Podobnie było z automatami.

1966845_1541724406053071_1838108503_n
Pogoń Prabuty, Almeboda Sparbank Cup 2001. Po lewej trener Tatara

Sportowo wypadliśmy nieźle, zajmując 4. miejsce. W półfinale grałem mecz życia, ale ostatecznie przegraliśmy w karnych. Tak jak i rok wcześniej, Szwedzi katowali nas tymi mięsnymi klopsikami. Pamiętam zabawną sytuację, gdy Szwedzi poszli pod prysznice po meczu. Większość rozebrała się do naga, a połowa naszej drużyny stała w drzwiach pryszniców i się na nich gapiła. Szwedzi nie wiedzieli o co chodzi. Tymczasem wtedy mało kto z juniorów w mojej drużyny brał prysznice po meczu i prawie nikt nago. Wszyscy szli się kąpać do domów. Do dziś pamiętam skonsternowane miny Szwedów. Ciekawe co oni se myśleli o bandzie chłopaków gapiących sie na nich pod prysznicem.

Powroty

Do Niemczech wracałem wielokrotnie. Pracować, zwiedzać, oglądać mecze. W 2015 roku razem ze wspomnianym wyżej Tomkiem (Tomek brał udział w turnieju w Niemczech w 2001) oglądaliśmy we Frankfurcie mecz reprezentacji Polski z Niemcami.

 

W tym roku po raz kolejny odwiedziłem też Szwecję. Choć to wciaż kraj dużo bogatszy, różnica nie jest już tak przytłaczająca. Miałem okazję spędzić parę godzin w Sztokholmie i byłem pod wrażeniem układu miasta położonego na wysepkach i podzielonego kanałami.

O Sztokholmie i Frankfurcie, na pewno napiszę więcej.

O radzie trenera Tatary

Z rady skorzystałem. Większość piłkarskiej przygody przeżyłem w Pogoni Prabuty, z krótkim epizodem w Rodle Kwidzyn. Razem z Pogonią broniliśmy się w barażach przed spadkiem do A-klasy, by parę lat później świętować awans do IV ligi.

pogon-0-2-powisle-dzierzgon-590353.jpg
Pogoń Prabuty – Powiśle Dzierzgoń. IV liga. Autor zdjęcia – Agnieszka Śmietańska

W piłkę grałem też mieszkając w Chinach. W drużynie obcokrajowców jednego, a potem drugiego uniwersytetu.

309169_271381732889057_4915883_n.jpg
Tianjin – drużyna obcokrajowców Tianjin Shifan Daxue

Drużyna Shifan Daxue była jedną z ciekawszych w których grałem. Zorganizowana przez szalonego Sycylijczyka Simone (z kędzierzawą czupryną stojący nade mną) gromiła drużyny chińskie, afrykańskie, ekipę Wietnamczyków. Ci ostatni mieli do mnie szczególnego pecha. Jakoś za nic nie mogli mi strzelić gola.  Ciekawym elementem lokalnej amatorskiej sceny piłkarskiej była afrykańska społeczność studencka. Byli bardzo aktywni, mieli swoje drużyny (bardzo mocne) i organizowali nawet turnieje – z medalami i nagrodami. Do dziś ma brązowy medal z jednego z tych turniejów. Później grałem jeszcze z jedną ekipą, złożoną głownie z Koreańczyków. Było to równie ciekawe doświadczenie.

1941531_10152760075728050_3989589198875460068_o.jpg
Drużyna z uniwersytetu Waiyu Xueyuan

Gdy czas pozwala, gram w angielskiej lidze hrabstwa – poziomem będącej odpowiednikiem polskiej IV-V ligi. Niezależnie gdzie pojechałem, dzięki radzie trenera Tatary poznawałem przyjaciół. Piłka powinna łączyć ludzi i tylko zła wola powoduje konflikty i waśnie. Nigdy nie rozumiałem i nie zrozumię tych wszystkich kibicowskich wojen pomiędzy klubami. Trenerowi Tatarze dziękuję za dobrą radę sprzed lat. Dziś widzę jak wiele miał wtedy racji.

541408_436246399826732_694626500_n.jpg
Anglia. W barwach Rustington FC

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s